Cydr. Gdyż jesień

Posted on
jabłuszka i gruszki

Oj, znowu sporo czasu nic ciekawego się u mnie nie działo. Rewolucje w mieszkaniu i takie tam sprawy. Ogólnie warunki średnio sprzyjające warzeniu piwa, mimo iż pogoda (i temperatury) stała się zdecydowanie bardziej sprzyjająca siedzeniu nad garem. No ale w końcu trzeba było ruszyć cztery litery i coś przefermentować. Tym razem nie brzeczkę. Późne lato/wczesna jesień to dobra pora na cydr. No więc trzeba było zaopatrzyć się w surowce:

jabłuszka i gruszki
jabłuszka i gruszki

Tak właściwie… to nie do końca będzie cydr. Raczej cydroperry. Perrycydr? Bo surowiec był tym razem mocno mieszany. W skrzynce lewej grusza. Śmieszna, w smaku nie do końca gruszkę przypominająca.

gruszka
gruszka

Ale za to w aromacie jak najbardziej! I bardzo dobrze. Jabłka – mix gatunkowy, różnej jakości. Niestety w znacznej większości dosyć problematyczny w wyciskaniu soku. Nawet wyciskarką wolnoobrotową.

jabłka
jabłka

No ale jakoś dałem sobie radę. Swoją drogą, przerabianie dwóch skrzyń owoców na małej wyciskarce wolnoobrotowej to chyba jest jakaś forma masochizmu. Trwało to w sumie około 5h. I tak myślę że nieźle. Aczkolwiek chciałoby się jakiejś bardziej wydajnej maszynerii.

"robaczki" pogruszkowe
„robaczki” pogruszkowe

W sumie pozyskałem około 25 litrów soku. Well… częściowo nie tyle soku co musu. Jabłka były fatalne do wyciskania. Był takie, jakby to ująć, mączyste. No ale wyszło jak wyszło. Za to tym razem, poza zrobieniem mieszanki owocowej postanowiłem pobawić się w hazardzistę. W jaki sposób? Ano taki, że nastaw pozostawiłem samemu sobie (poza okresowym „merdaniem”). Liczę na „dzikusy” obecne w owocach. No i po dwóch tygodniach fermentacji (w komorze fermentacyjnej, a co!) stwierdzam, że chyba… „dzikusy” dały radę. Na powierzchni warstwa drożdży, całość pięknie pachnie owocami. Myślę że niedługo będę już rozlewał do butelek. Chociaż może jeszcze spróbuję najpierw trochę sklarować? Się zobaczy.

Nastawienie nowego cydru postanowiłem uczcić konsumpcją. Zerknąłem więc do piwnicy i… No i znalazłem dwuletni cydr! Bardzo wytrawny, kwaskowaty, mocno nagazowany. I nadal BARDZO smaczny! Szkoda, że zostały raptem cztery butelki… Chociaż z drugiej strony to i tak sukces, że tak długo wytrwał na półce.

dwuletni cydr
dwuletni cydr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *