polsko-nowozelandzkie pale ale (warka #64) zabutelkowane

Posted on
butelkowe drzewko

Hmmm… wpis ze sporym opóźnieniem, bo piwo już od tygodnia siedzi w butelkach. Ale za to mogę już napisać, że polsko-nowozelandzka kooperacja chmielowa wyszła niezmiernie ciekawie.

Piwo z lekkimi przygodami – po burzliwej lekka konsternacja, bo odfermentowało bardzo płytko. Ki diabeł? Mało drożdży? Kiepska kondycja? Niby nie, bo była to świeża gęstwa otrzymana od kolegi, nie zimowałem jej zbyt długo w lodówce. Na szczęście na przedłużonej o tydzień cichej drożdże jeszcze odrobinę popracowały, schodząc do, powiedzmy, akceptowalnego poziomu odfermentowania. Piwo będzie miało około 4,3% alkoholu, co w sumie nie jest takie złe, biorąc pod uwagę, iż jest to zdecydowanie trunek na lato. Do refermentacji zapodałem syrop ze 100g cukru, całość trafiła do 37 butelek 0,5l.

Jako że od zabutelkowania minął tydzień, postanowiłem sprawdzić „co z tego wyszło” – bo podczas butelkowania wrażenie było zabójcze. Chmiel vic secret…. oj, chyba będzie jednym z moich ulubionych. Podobno na goryczkę niespecjalnie się nadaje, stąd też do garnka trafiła junga. Ale na smak i aromat… Przede wszystkim: cytrusowa bomba. Ale w innym stylu, niż przyzwyczaiły nas amerykańskie chmiele. Tutaj mamy do czynienia głównie ze słodką, dojrzałą pomarańczą. I liczi. I może trochę ananasa. I czerwony grejpfrut. I jeszcze do tego pomarańcza! Nie wiem czy to efekt 60g chmielu w połączeniu z 2 tygodniami cichej, czy po prostu ten chmiel jest tak aromatyczny… ale ostatnio miałem taki efekt pijąc piwo przepuszczone przez randall’a. Na razie? BOMBA. I mam nadzieję, że będzie tak aż do ostatniej butelki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *