stout. owsiany stout.

Posted on
zacieramy

Oj, w obecnym sezonie tempo moich prac piwowarskich przypomina partię szachów i to nie tych błyskawicznych. Ale jakoś udało się ruszyć cztery litery, ciężkawe nieco po świątecznym obżarstwie i coś w końcu uwarzyć. Padło, trochę przypadkowo, na stouta owsianego. Dlaczego przypadkowo? Bo okazało się, że nie bardzo mam surowce, żeby uwarzyć coś innego 😉 Jak przystało na koniec roku trzeba będzie zrobić remanent i zaplanować zakupy. Zwłaszcza że planów trochę jest. No ale do meritum.

zacieramy
zacieramy

Skład:

słody/surowce niesłodowane:

  • słód pale – 3kg
  • płatki owsiane błyskawiczne – 0,8kg
  • słód czekoladowy jasny Strzegom – 0,25kg
  • słód czekoladowy ciemny Strzegom – 0,2kg
  • jęczmień palony – 0,2kg

chmiele:

  • EKG, 5% alfakwasów – 50g

Zacieranie:

Całość ziarna, poza palonym jęczmieniem, trafiła do wody podgrzanej do 65 stopni. Po wymieszaniu temperatura ustabilizowała się na 63 stopniach, więc włączyłem jeszcze grzanie żeby doprowadzić zawartość garnka do 69 stopni.

mieszamy w garnku
mieszamy w garnku

Czas zacierania – 45 minut. W tym czasie temperatura zjechała do 67 stopni, jednak obecna izolacja garnka szału nie robi. W każdym razie ponowne włączenie grzałki, dosypanie palonego jęczmienia i podgrzanie zacieru do 75 stopni. Dałem jakieś 10 minut na ułożenie się złoża filtracyjnego i przystąpiłem do filtracji. Ta poszła całkiem sprawnie – ostatecznie uzyskałem 23l płynu, nie sprawdzałem gęstości 😉

jęczmień palony wsypany
jęczmień palony wsypany

Gotowanie/chmielenie:

  • czas gotowania – 60 minut
  • EKG 30g – 60 minut
  • EKG 20g – 15 minut

Garnek po zacieraniu wyczyszczony, więc można szybko zabrać się za gotowanie brzeczki. Bez zbędnego kombinowania – klasycznie jedna godzina gotowania, z czego ostatnie 10 minut z wrzuconą celem dezynfekcji chłodnicą. Po wyłączeniu grzania dolałem 3l zimnej wody, by szybko zjechać w dół z temperaturą. Po czym garnek powędrował do łazienki, chłodnica została podłączona w miejsce prysznica i… znowu trzeba czekać, aż temperatura spadnie do oczekiwanego poziomu. Jak łatwo zauważyć, warzenie piwa składa się głównie z czekania: a to aż zagrzeje się woda, a to aż zatrze się to co miało się zatrzeć, a to aż skończy się filtrować, a to aż brzeczka się zagotuje, a to aż brzeczka po gotowaniu się schłodzi, itp itd… Już nie mówiąc o fermentacji czy późniejszym dojrzewaniu piwa w butelkach 🙂 Warzenie piwa to trening cierpliwości i silnej woli. Ale wracam do rzeczy. Po schłodzeniu do fermentora trafiły prawie 22l nachmielonej brzeczki o temperaturze 24 stopni. Nie chciało mi się dalej chłodzić 🙂 Gęstość początkowa to 1.052, minimalnie powyżej zamierzonej, w połączeniu z uzyskaną objętością dało to wydajność na poziomie prawie 88%. Widzę że zasypy na takim poziomie wagowym to jest optimum dla mojego kociołka, co wyraźnie widać po uzyskiwanej wydajności. Nie będę protestował, jest dobrze.

Na koniec muszę jeszcze napisać, że po przelaniu do fermentora zadałem prosto z fiolki drożdże Fermentum Mobile FM-13 (czyli „irlandzkie ciemności”). Pasują do tego piwa, ale powód ich użycia jest jeszcze jeden: trzeba je „rozruszać” przed czekającym je wyzwaniem – następnym piwem będzie RIS!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *